poniedziałek, 16 listopada 2015

Capítulo De siete - poważnie pytasz?

No to był chyba jakis żart, nawet spokojnie meczu nie mogłam pooglądać, nawet nawet w telewizji mnie prześladuje. Marc ten niby mój wybawca. MHM. Uratował mnie, dałabym sobie radę, nie wiem co sobie myślałam. Jakby go ze mną nie było, nie miałabym rany na brzuchu. Jego wina też nie. Najlepiej gdybym go już nigdy nie spotkała
- haha a ten myśli ze jak przyjaźni sie Messim na murawę wejdzie!! 
Popatrzylam na niego spode łba. Czyżby on go znał. Fantastycznie. Czemu zawsze natrafiłam na takich ludzi ale Dani jest inny. Co ja w ogóle gadalam. Martina wyluzuj. Jeszcze mówiłam sama do siebie. W chorobę możliwe ze wpadłam. Psychiczna. Zlapalam się za głowę, nie mogłam uwierzyć w moje słowa. 
- żyjesz? 
- hmm? 
- oglądaj A nie gestykulujesz - powiedział ze śmiechem 
Nie skupilam się na meczu. Chciałam go obejrzec, dawno i tak nie oglądałam. W mojej głowie było tylko jedno imię MARC. Próbowałam wyrzucić to sobie z pamięci. No nie potrafiłam.
- Jak Ci sie podobał mecz, znaczy 45minut?
- już koniec? Tak szybko?
- jakbyś nie myślała za dużo byś widziała 
Lekko klepnal mnie w ramie 
- ej ej nie bije się leżącego 
- ej ej kup se klej, jaki jest twój ulubiony kolor
- poważnie pytasz?
- no a nie? 
- tak myślę ze niebieski 
- jaki odcień błękitu? Haha 
- w projektanta się bawisz? Niebieski jak niebieski 
- haha no nie wiem, nie wiem 
- wystarczy ze ja wiem!! 
Cały czas się śmiałam z jego dowipow. Był taki śmieszny, az się rozplakalam. Opowidal o sobie, pochodził z Brazylii. Kiedyś byłam tam na zawodach w tańcu. Śliczne tam było. Zawsze tak mówiłam, o każdym odwiedzanym miejscu, uwielbiałam zwiedzać, zdjęcia robić, na pamiątkę wszystko. Zbliżała się 22 więc koniec odwiedzin, 
- pa mała wpadnę jutro - pomachal mi na pożegnanie
- siemka!! 
Drzwi się zamknęły. Sama byłam w sali. Wiatr wiał w okna, chociaż był środek lata. Strasznie bałam się burzy. W takich momentach wolałabym być być kimś, nieważne z kim, może nawet z moim wrogiem, nieprzyjacielem. Staralam sie zasnac. Ale moje mysli krążyły wokół różnych osób - Erik, Marc, Cristian i Dani. Cały czas lekarze, pacjenci przechodzili, hałas, jazgot. Słychać było karatke, mam nadzieję ze nic się złego nie stało. Akurat w tym momencie sumienie się odezwalo. 

* dzień później * 
Słońce przebijalo się, promienie padały na moją blada twarz. Otarlam oczy jak dziecko, każdy mi tak mówił, mała Martina. Wiedziałam ze jestem niskiego wzrostu ale bez przesady. Czasami miałam dziecięce odrychu. Chciałam wstać, ból cholerny. Ogarnąć się musiałam, umyć żeby, podstawowe czynności. Przebrać się chyba nie dam rady, prysznicu nie wezmę. Mmm. Czekać tylko az mnie Dani wybawi z nudnego życia


Hejka!! 
Jak tam? Moi kochani? Mówicie co u was 
Mam nadzieję ze się wam podoba, nie musicie zostawiać komentarzy, ważne żebyście tylko czytali 
Miłego dnia / wieczoru!!