Biegłam pośród drzew, wszędzie ciemno, żadnej żywej duszy, tylko JA. Zimny powiew wiatru układał moje włosy. Nogi miałam jak z waty. Serce waliło jak szalone. Czułam, że byłam w niebezpieczeństwie. Powieki były dla mnie ciężarem. Łzy spływające po twarzy zamieniły się w malutkie kawałeczki lodu. Coś ciągnęło mnie w dół. Zamiast palców miało ostre pazury, którymi wbił się w moją kostkę. Ogień przedzierał się przez żyły i tętnice aż dotarł do mózgu... - Tym potworem był M... Marcello. Szybko podskoczyłam. Cała spocona. Wokół mnie nie było już lasu tylko łóżko szpitalne, leki. Przy oknie stały dwie istoty. Na monitorze pokazane były odbicia serca. Na samo przyspieszenie, odwrócili się. Moim oczom ukazał się Cristian i osoba, której się najmniej spodziewałam - Pedro Alba - mój tata. Oby dwoje szybko podbiegli do mnie.
- Tini, słonko nic Ci nie jest - zapytał zatroskany ojciec. Zdziwiła mnie jego reakcja. Kiedy byłam w Buenos Aires miał mnie po protu gdzieś, raz na jakiś czas dzwonił, miałam mu to za złe. Byliśmy szczęśliwą, normalną rodziną, ale co dobre kiedyś się kończy. Mama po stracie dziecka wpadła depresje. Tata nie wiedział jak jej pomóc, pocieszał ją, zabierał na jakieś wypady, na kolacje. Ona nic sobie z tego nie robiła, stała się alkoholiczka, codziennie były awantury. Ojciec zakończył, chciał rozwodu. Mama oczywiście pod wpływem się zgodziła. W tedy chciałam zostać z tata, ale sąd postanowił inaczej. Jako mała dziewczynka powinnam być pod opieką matki.
- Martina Alba odpowiedz wreszcie ! - w grę wszedł mój brat, nie owijał w bawełnę. Wiedziałam, że się o mnie troszczył, ale on też mnie zostawił...
- yyy wszystko w porządku - szepnęłam
- w porządku!? Kobieto leżysz w szpitalu!!! - Cristian jak zwykle krzyk na cały oddział
- Synu, proszę Cię, uspokój się, idź się przewietrzyć - powiedział takim spokojnym głosem, ale wszystko tłumił w sobie
Bez słowa wyszedł. Przez chwile wpatrywałam się w wenflon w mojej prawej ręce. Na samym zgięciu, fatalnie. Bolało jak cholera.
- nie rób tak
Spojrzałam na niego spode łba. Uśmiechnął się lekko, nie miał mi nic za złe. Wstał sprawdził czy cały lek już spłynął. Normalnie zachowywał się jak lekarz, kochał pomagać innym, a szczególnie swoim bliskim.
- tato.. - nie dał mi skończyć
- Tini o nic się nie martw, wszystko będzie dobrze, Cristian zawsze tak reaguje, boi się o Ciebie. Powiedz mi jedno co Ty robiłaś, że masz ranę od noża w brzuchu??
- że co?! - uniosłam głos
Zerknęłam pod kołdrę, brzuch miałam owinięty bandażem. Przez biały materiał prześwitywały kropelki krwi. Nic nie pamiętałam, urwał mi się film w chwili ujrzenia Marcello. Niepokój pojawił się w moim oczach
- tylko spokojnie
- tato ja nie wiem, tylko pamiętam ... przepraszam
- dziecko, nie masz mnie za co przepraszać- pocałował mnie w czoło - wiesz, że Cię kocham i chcę dla Ciebie jak najlepiej, żebyś Ty z Cristianem była bezpieczna, wszystko zrobię dla was.
- dzięk...
Przerwał mi oczywiście mój braciszek, podszedł i mocno przytulił.
- ał
- sorki zapomniałem
Resztę dnia spędziliśmy razem. Tak jak za dawnych czasów, tylko mamy brakowało... Tęskniłam za nią. Tata opowiadał mi co robił po wylocie z Argentyny. Cristian podobnie. Pytali o szkołę tańca, którą zakończyłam ze względu na mamę, żeby jej pomóc. Miałam od nowa zacząć tutaj w Barcelonie i tak zrobię. Jutro pod wieczór miałam wyjść. Zbliżał się wieczór, pożegnałam się z rodzinką, poprosiłam ich aby nikomu o tym nie mówili, w szczególności mamie. Odpłynęłam w krainę Morfeusza.
* 2 godziny później *
W moim pokoju szalało jakiś dwóch chłopaków. Nie miałam siły aby zwrócić im uwagi, obserwowałam uważnie każde ich ruchy.
- o siostra już się obudziłaś?
- w takim hałasie ciężko spać nie uważasz?
- nieee
Jego kolega podszedł, usiadł na krześle obok Cristiana.
- cześć jestem Dani Alves
- Martina... - no następny, który nie pozwala mi skończyć
- Alba dla znajomych Tini tak wiem
- to dobrze że wiesz, po co przyszliście?
- mecz dzisiaj leci Barcelona vs Sevilla
- i co w związku z tym?
- oglądamy razem
- fantastycznie ...
Do sali właśnie wszedł ....
Hejka <33
Jak tam szkoła? :*
Podoba się rozdział?
Jakieś zmiany?
Co się wydarzy?
miłego dnia/ wieczoru
liczę na wasze komentarze <33
Sorki za błędy
Przepraszam, że krótki ale szkoła itp wybaczycie mi?
poniedziałek, 7 września 2015
wtorek, 1 września 2015
Capítulo Cuatro - Zamiast mnie puścić to on udaje wielkiego bohatera
- problem z pamięcią masz?
- pff daruj sobie te komentarze, no więc w tym roku się dowiem czy nie?
- nie
- no to mnie puść do cholery!!
- jak sobie życzysz księżniczko - zaczął się śmiać
- nie nazywaj mnie tak rozumiesz?!
- dobra wyluzuj, jestem Marc
Zdziwiłam się. Nadal mnie trzymał w swoich ramionach. Widać, nie rozumiał nic w języku hiszpańskim. Oj jak mi przykro było, że aż wcale. Zamiast mnie puścić to on udaje wielkiego bohatera. Na plaży wydawał się taki spoko, dobry kumpel i w ogóle, wywarł na mnie dobre wrażenie, a tu jednak kolejny idiota w moim życiu. Przed nim już wiele chłopaków do mnie startowało. Każdy z nich myślał o panience na jedną noc. Ja do takich nie należałam. Połowa dziewczyn z mojej dawnej klasy zaszło w ciąże przez przypadek,a ojcowie uciekli z miasta a nawet z kraju. No normalnie paranoja. Lubiłam dzieci ale bez przesady, nie chciałam w tak młodym wieku zostać mamą.Ale jakby już się tak stało, dziecka bym nie usunęła ani nie porzuciła. Pochodziłam z katolickiej rodziny więc tylko wychowanie wchodziło w grę.Pierw szkoła i dobra praca - moje dawne motto życiowe. Opiekowałam się Tito ale wiedziałam, że nigdy nie zastąpię mu matki. Byłam jego chrzestna więc to był mój obowiązek.
- aha, no więc mnie puścisz?
- nie?
- twoje ulubione powiedzonko nie prawda?
- nie, weź już nie marudź okej?
- jak będę chcieć i ochotę mieć to przestanę
- ja Cie mogę trzymać tak całą wieczność
- czyli mnie zawieziesz do szpitala, to Cię pogrzało od tego słońca kolego
- o już jestem kolegą, miło
- nie wcale, nie, jak przejdę do tamtego samochodu zostawisz mnie i nigdy więcej się nie spotkamy
- no umowa stoi
Straszny uparciuch z niego był. Ja też należałam do takich osób i właśnie to mi w nim przeszkadzało. On nie ustąpi ani ja, To takie frustrujące. Trafił swój na swojego. Szłam w stronę czarnego samochodu. Znowu poczułam ból, jakby coś mnie piekło od środka.
- nie upadnij - pomyślałam
Jeszcze tylko 10 metrów, tylko, aż. Moja niesprawna noga odmówiła posłuszeństwa. No to wygrał. Pewnie będzie się ze mnie śmiał to raczej go bym zabiła. No to koniec. Tylko czekał mnie upadek. Lecę w dół, normalnie zwolnione tępo. Marc znowu mnie przytrzymał w pasie. Wziął mnie ponownie na ręce. Nasze oczy się spotkały. Patrzyłam się przed dłuższą chwilę w jego niebieskie tęczówki, a on w moje. Za jakiś czas oby dwoje odwróciliśmy wzrok. Miał takie piękne oczy. Dałam za wygraną. Oparłam głowę o umięśnione ramię mojego " bohatera ". Zauważyłam na jego twarzy triumfalny uśmiech. Wsadził mnie do swojego samochodu. Podobało mi się jego auto. Włożył mnie do środka z taką gracją, jakbym była jakimś cennym klejnotem.
Nie byłam pewna, odezwać się czy nie. Co parę minut blondyn patrzył się na mnie a ja na niego. Dziwnee. W radiu leciała jedna z moich ulubionych piosenek ,, King,,. Na początku sobie nuciłam ale później mój głos zaczął śpiewać zwrotkę.
- And oh, I was a king under your control
And oh, I wanna feel like you've let me go
So let me go
Kochałam ten utwór, w grę doszły palce. Marc się śmiał, jak zwykle. Nie zwracałam na niego uwagi aż do chwili gdy śpiewał razem ze mną. Teraz ja nie mogłam stłumić śmiechu. Już zaczynałam go lubić. Dojechaliśmy do szpitala, piosenka się skończyła a szkoda, mogłam tak całą wieczność. Oczywiście już się znajdowałam na rękach blondyna. Słyszałam jak nucił coś, ale co to nie wiedziałam. Czekaliśmy na poczekalni. Nie było miejsca więc, powiedziałam Marcowi żeby mnie puścił a oprę się o ścianę. Było ciężko ale wygrałam. Cieszyłam się jak małe dziecko. Z daleka zauważyłam Marcello. Szedł prosto na mnie. Serce biło mi jak szalone. Oddech przyspieszył. Marc widział, że coś jest nie tak. Pokazałam oczami na postać idącą w moją stronę. Nie wiem dlaczego dotknęłam jego dłoni, splótł je z moimi. Miły gest. W jego towarzystwie czułam się bezpieczna. W tamtej chwili coś poczułam ...
Witam wszystkich :*
Dzisiaj pierwszy dzień szkoły, życzę wam miłego rozpoczęcia <33
Z tego powodu rozdział będzie raz na tydzień :((
W tym roku mam testy i dlatego :((
Co Tini poczuła?
Czy Marc jest taki, że szuka dziewczyny na jedną noc?
Co zrobi Marcello na widok splecionych dłoni?
Miłego dnia/ wieczoru
Proszę piszcie co sądzicie, przyjmę nawet krytykę :(
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


