wtorek, 29 grudnia 2015

Capítulo Ocho - Jego niebieskie oczy

Postanowiłam sprawdzić moje domysły w sprawie Erica. Przez całą noc myślałam i nie jestem do końca pewna czy to on. Ale pewna cząstka mnie nadal uważała ze To mój przyjaciel. Wyszłam z sali. Powoli kierując się do recepcji. Dobrze ze nie była tak daleko. Podchodząc do okienka zauważam blondynke o niebieskich oczach.
- przepraszam czy w czymś Pani pomoc? 
- mogłaby mi Pani powiedzieć czy jest lekarz który miał wczoraj obchód na tym oddziale? 
- a coś się stało?
- nie nie tylko bardzo się spodobał mojej koleżance
- dobrze już nie kończ, będzie miał znowu nockę trzymam kciuki za pańską przyjaciółkę - uśmiechnęła się tak szczerze
- a jak ma na imie?
- Andres Dante
- dziękuję CI bardzo
- w razie czego przyjdź!
- dobrze
Pozegnalam się z nią i ruszyłam w stronę pokoju. Zmienił imię nazwisko, zmienił swoją całą tożsamość. Co go do tego skłoniło. Przecież nie miał żadnych problemów, nie musiał się ukrywać. Ta cała sprawa sprawiła ze chciałam jeszcze bardziej się dowiedzieć o skrywanej przez niego tajemnicy. Wiedziałam ze to nie mój interes ale moja ciekawość wygrała. Za wszelką cenę musiałam znać prawdę. Przez te całe moje intensywne myślenie nie zauważyłam kiedy weszłam do pomieszczenia. Położyłam się łóżku. Zamknęłam oczy i ukazała mi wczorajsza sytuacja z Marc'em. Jego niebieskie oczy , jego delikatne ręce podtrzymujące moja głowę. Chciał żebym zaczekala Ale dlaczego, nie znałam odpowiedzi na too pytanie. To była następna rzecz która chciałam wiedzieć. Ale jedna sprawa się wyjaśniła stal przed Camp Nou bo jest piłkarzem, szczerze mogłam się tego spodziewać. Coś mi się światło ze Dani chyba też nim jest. Ale nigdy ich nie widziałam na boisku w podstawowym składzie. Ale zauwzylam ze Brazylijczyk troszkę kulał, pewnie doznał kontuzji. Bardzo mile wspomnilam wczorajszy mecz, miałam darmowego komentatora. Z tego to się dowiedziałam Dani jest sam, nie rozumiałam dlaczego taki wspaniały, pełen radości facet nie ma dziewczyny. Na to pytanie on tylko zna odpowiedź. Jeszcze Cristian, ma dziewczynę. To chyba cud. W przedszkolu z tego co słyszałam z opowieści mamy bal się płci przeciwnej. Nawet w szkole dziwnie się zachowywał w towarzystwie jakieś dziewczyny. Mój straszy braciszek wydoroslał. Będę musiała przeprowadzić z nia rozmowe. Haha nie no nie bede taka.Ja mam jeszcze czas. Już niedługo 18 wybije mi. Niedawno sobie zdałam sprawę ze nie chce dorastac. Chwila chwila ja tu tak rozmyslam a gdzie moja deska. No nie. Nigdzie jej nie było. Ostatni raz kiedy ja widziałam Marc wkladal ja do swojego samochodu cudnie...




Hej Wam!
Jak po świętach? 🎄
Jak wam się podoba?
Coś zmienić, macie jakies propozycje?
KOMENTUJESZ - MOTYWUJESZ
Miłego dnia / wieczoru 😘😚😙

poniedziałek, 16 listopada 2015

Capítulo De siete - poważnie pytasz?

No to był chyba jakis żart, nawet spokojnie meczu nie mogłam pooglądać, nawet nawet w telewizji mnie prześladuje. Marc ten niby mój wybawca. MHM. Uratował mnie, dałabym sobie radę, nie wiem co sobie myślałam. Jakby go ze mną nie było, nie miałabym rany na brzuchu. Jego wina też nie. Najlepiej gdybym go już nigdy nie spotkała
- haha a ten myśli ze jak przyjaźni sie Messim na murawę wejdzie!! 
Popatrzylam na niego spode łba. Czyżby on go znał. Fantastycznie. Czemu zawsze natrafiłam na takich ludzi ale Dani jest inny. Co ja w ogóle gadalam. Martina wyluzuj. Jeszcze mówiłam sama do siebie. W chorobę możliwe ze wpadłam. Psychiczna. Zlapalam się za głowę, nie mogłam uwierzyć w moje słowa. 
- żyjesz? 
- hmm? 
- oglądaj A nie gestykulujesz - powiedział ze śmiechem 
Nie skupilam się na meczu. Chciałam go obejrzec, dawno i tak nie oglądałam. W mojej głowie było tylko jedno imię MARC. Próbowałam wyrzucić to sobie z pamięci. No nie potrafiłam.
- Jak Ci sie podobał mecz, znaczy 45minut?
- już koniec? Tak szybko?
- jakbyś nie myślała za dużo byś widziała 
Lekko klepnal mnie w ramie 
- ej ej nie bije się leżącego 
- ej ej kup se klej, jaki jest twój ulubiony kolor
- poważnie pytasz?
- no a nie? 
- tak myślę ze niebieski 
- jaki odcień błękitu? Haha 
- w projektanta się bawisz? Niebieski jak niebieski 
- haha no nie wiem, nie wiem 
- wystarczy ze ja wiem!! 
Cały czas się śmiałam z jego dowipow. Był taki śmieszny, az się rozplakalam. Opowidal o sobie, pochodził z Brazylii. Kiedyś byłam tam na zawodach w tańcu. Śliczne tam było. Zawsze tak mówiłam, o każdym odwiedzanym miejscu, uwielbiałam zwiedzać, zdjęcia robić, na pamiątkę wszystko. Zbliżała się 22 więc koniec odwiedzin, 
- pa mała wpadnę jutro - pomachal mi na pożegnanie
- siemka!! 
Drzwi się zamknęły. Sama byłam w sali. Wiatr wiał w okna, chociaż był środek lata. Strasznie bałam się burzy. W takich momentach wolałabym być być kimś, nieważne z kim, może nawet z moim wrogiem, nieprzyjacielem. Staralam sie zasnac. Ale moje mysli krążyły wokół różnych osób - Erik, Marc, Cristian i Dani. Cały czas lekarze, pacjenci przechodzili, hałas, jazgot. Słychać było karatke, mam nadzieję ze nic się złego nie stało. Akurat w tym momencie sumienie się odezwalo. 

* dzień później * 
Słońce przebijalo się, promienie padały na moją blada twarz. Otarlam oczy jak dziecko, każdy mi tak mówił, mała Martina. Wiedziałam ze jestem niskiego wzrostu ale bez przesady. Czasami miałam dziecięce odrychu. Chciałam wstać, ból cholerny. Ogarnąć się musiałam, umyć żeby, podstawowe czynności. Przebrać się chyba nie dam rady, prysznicu nie wezmę. Mmm. Czekać tylko az mnie Dani wybawi z nudnego życia


Hejka!! 
Jak tam? Moi kochani? Mówicie co u was 
Mam nadzieję ze się wam podoba, nie musicie zostawiać komentarzy, ważne żebyście tylko czytali 
Miłego dnia / wieczoru!! 


sobota, 24 października 2015

Capítulo Sinco

Do sali wszedł chłopak znaczy mężczyzna wysoki, brunet o ciemnych oczach, przypominał mi mojego przyjaciela z Argentyny ale chyba to już byłego. Na samą myśl tak smutno mi się zrobiło. Dalej nie odrywalam od niego wzroku. Slyszalam głos Alvesa, nie odpowiedziałam, byłam zbyt zajęta Rozmyslaniem, tak to jest ON. Nie moge w to uwierzyć,  został lekarzem choc nie lubił pomagać, no ale ludzie się zmieniają. Zrobił mi taka przykrość zostawiając mnie sama, żaden przyjaciel by tak nie zrobił, chociaż by się pożegnał a Erik miał mnie głęboko, nie liczył się z moimi uczuciami, w tedy czułam się jakbym straciła 3 najważniejsze osoby w moim życiu, z których 2 już nigdy nie zobaczę.
- Pani Alba Tak?
Jak on mógł wypowiedzieć moje nazwisko z taką łatwością, jakbym była dla niego obca, jakbyśmy się nigdy nie znali, to tak strasznie bolało, na monitorze było widać jak w tamtej sytuacji bilo moje serce.
- tak - głos mi się tak strasznie łamał, Dani patrzył na mnie, lekko scisnal moją dłoń, znalam go bardzo krótko, ale uwazalam ze można mu zaufać, Cristian jak zwykle się denerowal coś mówił, ale nie zrozumiałam co. W tedy spojrzał na mnie, nasze oczy się spotkały, były jakieś inne, wcześniej były wypełnione miłością, radością. Podszedł do mnie, znaczy obok do monitora, sprawdził wyniki i wyszedł. Rozumiecie? Tyle rzeczy nas łączyło, wspólna przyjaźń od przedszkola, zawsze razem, ale jak widać już się nie znamy. Bym zostawila tą sprawę w spokoju Ale nie umiem. Jak coś mu zrobiłam niech powie, a nie udaje wielkiego obrazonego, tacy ludzie doprowadzali mnie do szału, dobrze o tym wiedział, chciał mi zrobić na złość, nie wiem pojęcia. Cały czas wpatrywalam się w drzwi, przez które przeszed. Chłopcy mecz włączyli, od razu wzzrok na telewizor,chociaż mecz ulubionej drużyny humor mi poprawil. Cristian'owi telefon zadzwonił i wyszedł. Zostałam sam na sam z Danim.
- mogę? - pokazał na wolne miejsce na moim łóżku
- yyy no jasne - mój uśmiech powędrował do niego
Usiadł, oparlam się głowa o jego ramię, mecz się zaczął, piłam zwykła wodę, Cristian nie wrócił jak na razie, Dani cały czas komentowal i krytykowal obrońców, zna się na rzeczy, tak się z niego śmiałam, no nie mogłam wytrzymać ze śmiechu,
- gdzie jest mój brat? Wiesz może?
- coś mi się wydaje ze jakieś problemy z Ada
- Ada?
- no jego dziewczyna??
- on ma dziewczynę? - śmiech, jak dobrze pamietalam bal się dziewczyn, uciekał od nich, ale przyznam przystojny,
- tak, sa razem do roku - popatrzył na mnie z niedowierzaniem
Zaczęła się druga połowa, Barcelona jak zwykle wygrywala, trener robi zmianę, osobę która zobaczyłam, która się rozgrzewala ...


Strasznie mnie tu długo nie było ;o!!
Przepraszam was!!
Szkoła jak na razie gra głowa rolę w moim życiu
Co sądzicie?
Coś zmienić?
Proszę o szczere komentowanie :* :*
Miłego dnia
Założyłam aska na którym będę was informować o kolejnych rozdziałach, i czasem też zdarza się ciekawostki o Fc Barcelonie!!

 LINK : https://m.ask.fm/Erfinder21


poniedziałek, 7 września 2015

Capítulo Cinco - Miałam od nowa zacząć tutaj w Barcelonie i tak zrobię

Biegłam pośród drzew, wszędzie ciemno, żadnej żywej duszy, tylko JA. Zimny powiew wiatru układał moje włosy. Nogi miałam jak z waty. Serce waliło jak szalone. Czułam, że byłam w niebezpieczeństwie. Powieki były dla mnie ciężarem. Łzy spływające po twarzy zamieniły się w malutkie kawałeczki lodu. Coś ciągnęło mnie w dół. Zamiast palców miało ostre pazury, którymi wbił się w moją kostkę. Ogień przedzierał się przez żyły i tętnice aż dotarł do mózgu... - Tym potworem był M... Marcello. Szybko podskoczyłam. Cała spocona. Wokół mnie nie było już lasu tylko łóżko szpitalne, leki. Przy oknie stały dwie istoty. Na monitorze pokazane były odbicia serca. Na samo przyspieszenie, odwrócili się. Moim oczom ukazał się Cristian i osoba, której się najmniej spodziewałam - Pedro Alba - mój tata. Oby dwoje szybko podbiegli do mnie.
- Tini, słonko nic Ci nie jest - zapytał zatroskany ojciec. Zdziwiła mnie jego reakcja. Kiedy byłam w Buenos Aires miał mnie po protu gdzieś, raz na jakiś czas dzwonił, miałam mu to za złe. Byliśmy szczęśliwą, normalną rodziną, ale  co dobre kiedyś się kończy. Mama po stracie dziecka wpadła depresje. Tata nie wiedział jak jej pomóc, pocieszał ją, zabierał na jakieś wypady, na kolacje. Ona nic sobie z tego nie robiła, stała się alkoholiczka, codziennie były awantury. Ojciec zakończył, chciał rozwodu. Mama oczywiście pod wpływem się zgodziła. W tedy chciałam zostać z tata, ale sąd postanowił inaczej. Jako mała dziewczynka powinnam być pod opieką matki.
- Martina Alba odpowiedz wreszcie ! - w grę wszedł mój brat, nie owijał w bawełnę. Wiedziałam, że się o mnie troszczył, ale on też mnie zostawił...
- yyy wszystko w porządku - szepnęłam
- w porządku!? Kobieto leżysz w szpitalu!!! - Cristian jak zwykle krzyk na cały oddział
- Synu, proszę Cię, uspokój się, idź się przewietrzyć - powiedział takim spokojnym głosem, ale wszystko tłumił w sobie
Bez słowa wyszedł. Przez chwile wpatrywałam się w wenflon w mojej prawej ręce. Na samym zgięciu, fatalnie. Bolało jak cholera.
- nie rób tak
Spojrzałam na niego spode łba. Uśmiechnął się lekko, nie miał mi nic za złe. Wstał sprawdził czy cały lek już spłynął. Normalnie zachowywał się jak lekarz, kochał pomagać innym, a szczególnie swoim bliskim.
- tato.. - nie dał mi skończyć
- Tini o nic się nie martw, wszystko będzie dobrze, Cristian zawsze tak reaguje, boi się o Ciebie. Powiedz mi jedno co Ty robiłaś, że masz ranę od noża w brzuchu??
- że co?! - uniosłam głos
Zerknęłam pod kołdrę, brzuch miałam owinięty bandażem. Przez biały materiał prześwitywały kropelki krwi. Nic nie pamiętałam, urwał mi się film w chwili ujrzenia Marcello. Niepokój pojawił się w moim oczach
- tylko spokojnie
- tato ja nie wiem, tylko pamiętam ... przepraszam
- dziecko, nie masz mnie za co przepraszać- pocałował mnie w czoło - wiesz, że Cię kocham i chcę dla Ciebie jak najlepiej, żebyś Ty z Cristianem była bezpieczna, wszystko zrobię dla was.
- dzięk...
Przerwał mi oczywiście mój braciszek, podszedł i mocno przytulił.
- ał
- sorki zapomniałem
Resztę dnia spędziliśmy razem. Tak jak za dawnych czasów, tylko mamy brakowało... Tęskniłam za nią. Tata opowiadał mi co robił po wylocie z Argentyny. Cristian podobnie. Pytali o szkołę tańca, którą zakończyłam ze względu na mamę, żeby jej pomóc. Miałam od nowa zacząć tutaj w Barcelonie i tak zrobię. Jutro pod wieczór miałam wyjść. Zbliżał się wieczór, pożegnałam się z rodzinką, poprosiłam ich aby nikomu o tym nie mówili, w szczególności mamie. Odpłynęłam w krainę Morfeusza.

* 2 godziny później *
W moim pokoju szalało jakiś dwóch chłopaków. Nie miałam siły aby zwrócić im uwagi, obserwowałam uważnie każde ich ruchy.
- o siostra już się obudziłaś?
- w takim hałasie ciężko spać nie uważasz?
- nieee
Jego kolega podszedł, usiadł na krześle obok Cristiana.
- cześć jestem Dani Alves
- Martina... - no następny, który nie pozwala mi skończyć
- Alba dla znajomych Tini tak wiem
- to dobrze że wiesz, po co przyszliście?
- mecz dzisiaj leci Barcelona vs Sevilla
- i co w związku z tym?
- oglądamy razem
- fantastycznie ...
Do sali właśnie wszedł ....


Hejka <33 
Jak tam szkoła? :* 
Podoba się rozdział? 
Jakieś zmiany? 
Co się wydarzy? 
miłego dnia/ wieczoru 
liczę na wasze komentarze <33 
Sorki za błędy 
Przepraszam, że krótki ale szkoła itp wybaczycie mi? 


wtorek, 1 września 2015

Capítulo Cuatro - Zamiast mnie puścić to on udaje wielkiego bohatera

- problem z pamięcią masz?
- pff daruj sobie te komentarze, no więc w tym roku się dowiem czy nie?
- nie
- no to mnie puść do cholery!! 
- jak sobie życzysz księżniczko - zaczął się śmiać 
- nie nazywaj mnie tak rozumiesz?!
- dobra wyluzuj, jestem Marc 
Zdziwiłam się. Nadal mnie trzymał w swoich ramionach. Widać, nie rozumiał nic w języku hiszpańskim. Oj jak mi przykro było, że aż wcale. Zamiast mnie puścić to on udaje wielkiego bohatera. Na plaży wydawał się taki spoko, dobry kumpel i w ogóle, wywarł na mnie dobre wrażenie, a tu jednak kolejny idiota w moim życiu. Przed nim już wiele chłopaków do mnie startowało. Każdy z nich myślał o panience na jedną noc. Ja do takich nie należałam. Połowa dziewczyn z mojej dawnej klasy zaszło w ciąże przez przypadek,a ojcowie uciekli z miasta a nawet z kraju. No normalnie paranoja. Lubiłam dzieci ale bez przesady, nie chciałam w tak młodym wieku zostać mamą.Ale jakby już się tak stało, dziecka bym nie usunęła ani nie porzuciła. Pochodziłam z katolickiej rodziny więc tylko wychowanie wchodziło w grę.Pierw szkoła i dobra praca - moje dawne motto życiowe. Opiekowałam się Tito ale wiedziałam, że nigdy nie zastąpię mu matki. Byłam jego chrzestna więc to był mój obowiązek. 
- aha, no więc mnie puścisz?
- nie?
- twoje ulubione powiedzonko nie prawda?
- nie, weź już nie marudź okej?
- jak będę chcieć i ochotę mieć to przestanę 
- ja Cie mogę trzymać tak całą wieczność 
- czyli mnie zawieziesz do szpitala, to Cię pogrzało od tego słońca kolego 
- o już jestem kolegą, miło
- nie wcale, nie, jak przejdę do tamtego samochodu zostawisz mnie i nigdy więcej się nie spotkamy 
- no umowa stoi 
Straszny uparciuch z niego był. Ja też należałam do takich osób i właśnie to mi w nim przeszkadzało. On nie ustąpi ani ja, To takie frustrujące. Trafił swój na swojego. Szłam w stronę czarnego samochodu. Znowu poczułam ból, jakby coś mnie piekło od środka. 
- nie upadnij - pomyślałam
Jeszcze tylko 10 metrów, tylko, aż. Moja niesprawna noga odmówiła posłuszeństwa. No to wygrał. Pewnie będzie się ze mnie śmiał to raczej go bym zabiła. No to koniec. Tylko czekał mnie upadek. Lecę w dół, normalnie zwolnione tępo. Marc znowu mnie przytrzymał w pasie. Wziął mnie ponownie na ręce. Nasze oczy się spotkały. Patrzyłam się przed dłuższą chwilę w jego niebieskie tęczówki, a on w moje. Za jakiś czas oby dwoje odwróciliśmy wzrok. Miał takie piękne oczy. Dałam za wygraną. Oparłam głowę o umięśnione ramię mojego " bohatera ". Zauważyłam na jego twarzy triumfalny uśmiech. Wsadził mnie do swojego samochodu. Podobało mi się jego auto. Włożył mnie do środka z taką gracją, jakbym była jakimś cennym klejnotem. 

Nie byłam pewna, odezwać się czy nie. Co parę minut blondyn patrzył się na mnie a ja na niego. Dziwnee. W radiu leciała jedna z moich ulubionych piosenek ,, King,,. Na początku sobie nuciłam ale później mój głos zaczął śpiewać zwrotkę. 

And oh, I was a king under your control

And oh, I wanna feel like you've let me go
So let me go

Kochałam ten utwór, w grę doszły palce. Marc się śmiał, jak zwykle. Nie zwracałam na niego uwagi aż do chwili gdy śpiewał razem ze mną.  Teraz ja nie mogłam stłumić śmiechu.  Już zaczynałam go lubić. Dojechaliśmy do szpitala, piosenka się skończyła a szkoda, mogłam tak całą wieczność.  Oczywiście już się znajdowałam na rękach blondyna. Słyszałam jak nucił coś, ale co to nie wiedziałam.  Czekaliśmy na poczekalni. Nie było miejsca więc, powiedziałam Marcowi żeby mnie puścił a oprę się o ścianę. Było ciężko ale wygrałam.  Cieszyłam się jak małe dziecko. Z daleka zauważyłam Marcello. Szedł prosto na mnie. Serce  biło mi jak szalone. Oddech przyspieszył. Marc widział, że coś jest nie tak. Pokazałam oczami na postać idącą w moją stronę. Nie wiem dlaczego dotknęłam jego dłoni, splótł je z moimi. Miły gest. W jego towarzystwie czułam się bezpieczna. W tamtej chwili coś poczułam ... 


Witam wszystkich :* 
Dzisiaj pierwszy dzień szkoły, życzę wam miłego rozpoczęcia <33 
Z tego powodu rozdział będzie raz na tydzień :(( 
W tym roku mam testy i dlatego :(( 
Co Tini poczuła?
Czy Marc jest taki, że szuka dziewczyny na jedną noc?
Co zrobi Marcello na widok splecionych dłoni?
Miłego dnia/ wieczoru 
Proszę piszcie co sądzicie, przyjmę nawet krytykę :(







środa, 26 sierpnia 2015

Capítulo Tres - Nasz piękny scenariusz się nie sprawdził.

Promienie słoneczne przebijały się przez firanki. Tak jasno było w pokoju. Odłożyłam książkę na szafkę nocną. Pierwszą noc mam już za sobą. Wpatruję się w ludzi na ulicy. Taki chaos. Bałam się zejść na śniadanie, nie chciałam go spotkać. Na samą myśl o tym przypomniała mi się scena z Buenos Aires. Dreszcze mnie przeszły. Postanowiłam, że zjem coś na mieście i wrócę wieczorem. Zrobiłam poranną toaletę.



Napisałam bratu jak i kiedy wrócę. Wiedziałam, że powinnam spędzić ten dzień ale no Marcello...
Wyszłam z domu, miałam nadzieję, że nie zauważona. Pojechałam na desce zobaczyć szkołę, do której będę chodzić. Szczerze nie daleko miałam do niej. Tak około 10 min deskorolka. Wokół niej place zabaw, boiska różnego rodzaju, basen. Nagle poczułam jak coś we mnie uderza albo ja w to coś. Upadłam, deska pojechała.
- jak ty idziesz - w tym samym czasie powiedziałam to z nieznajomą
To była dziewczyna poznałam po głosie. Wstałam, była ubrana w tą samą bluzkę co ja.
- Martina Alba
Nie chętnie podała mi swoją dłoń
- Inez Fernandez
Wstała i poszła. Uciekła jak poparzona. Trochę to było dziwne ale nie dziwie się jej.
- pewnie nieśmiała jest - pomyślałam
Usiadłam w pobliskim parku na ławce. Śpiew ptaków, śmiech dzieci. Zaczęłam wszystko obserwować. Moją uwagę zwróciła pewna para. Siedzieli razem, rozmawiali o czymś. Dziewczyna bawiła się kosmykiem swoich włosów. Chłopak patrzył na nią czułym wzrokiem. Nagle on klęka. Wyjmuje granatowe małe pudełeczko. Znieruchomiała. Po chwili usłyszałam głośne TAK. Pierścionek już znajdował się na jej palcu. Wstał i namiętnie pocałował. Dziewczyna płakała. Wypowiedział dwa słowa - Kocham Cię. To mogłabym być ja i Max. Zawsze wyobrażałam sobie nas przed ołtarzem. Ja w białej sukni, on w czarnym garniturze. Słowa przysięgi, na zawsze razem. Byśmy stworzyli piękną rodzinę z trójką dzieci. Ale to tylko marzenia. Wcześniej nikt dla mnie się nie liczył oprócz niego. Maxa już nie było obok mnie ale nadal był w moim sercu, oddałam mu całe forever. Odblokowałam telefon. Zaczęłam oglądać nasze wspólne zdjęcia. Tyle wspomnień, miłości, kłótni



Każdy doradzał abym usunęła te zdj. Nie dałam rady. Chciałam go zapamiętać na całe życie. Opowiadać o nim, z taką czułością. Obejrzałam może z 30. To nawet nie była połowa. Zawsze robiliśmy sobie milion zdjęć na pamiątkę. Uwielbiałam jego poczucie humoru. On pomagał mi się opiekować Tito. Nie  byliśmy jego rodzicami ale traktowaliśmy go jak syna. Wszyscy uważali nas za szczęśliwą rodzinkę. Inni krytykowali gdzie w takim wieku dziecko. Nikt nie znał prawdy oprócz mojej rodziny, Maxa, Violi i Erica. Każdą wolną chwilę poświęcaliśmy Tito, uczyliśmy go różnych nowych rzeczy. Był naszym oczkiem w głowie. Nasze kontakty stawały się coraz lepsze. Parę razy zdarzyło się chłopcu nazwać mnie mamą. Wzruszyłam się w tedy. Mieliśmy plan aby go zaadoptować. Ja skończę szkołę, znajdę pracę, mój ukochany tak samo. Byłam już na tyle dorosła, odpowiedzialna, żeby decydować o sobie. Nasz piękny scenariusz się nie sprawdził. Moja siostra wróciła, zabrała nam Tito. Kiedy się żegnaliśmy chciał zostać ze mną i Maxem. Krzyczała na niego, miałam łzy w oczach. Jak ona mogła tak się nad nim znęcać, nad takim słodkim, niewinnym dzieckiem. Od tamtej pory już go nie widziałam. Leah zabroniła się kontaktować z małym. Załamałam się. Max mnie pocieszał, czuł to samo, jakby ktoś zabrał mu kawałek swojego serca. Każdej nocy śnił mi się Tito. Niekiedy był to piękny sen a niekiedy straszny koszmar. Czułam, że mnie potrzebuje. Próbowałam go odszukać ale nic z tego. Szukałam, nie poddałam się. Przed wylotem do Barcelony chciałam się z nim pożegnać, właśnie chciałam....   Wstałam z ławki ruszyłam stronę Camp Nou. Nigdy nie widziałam go z bliska. Fc Barcelona to była moja i Maxa ulubiona drużyna. Oglądaliśmy razem mecze. Dojechałam pod stadion. Widok cudowny. Gdy się tak przyglądałam zauważyłam grupę mężczyzn. Jeden mi się przyglądał, tak dziwnie. Odwróciłam wzrok i wskoczyłam na deskę. Odjechałam.
- zaczekaj !! - ktoś krzyknął
Skierowałam głowę, skąd pochodził tajemniczy głos. Nie zauważyłam kamienia na ścieżce. Oczywiście wjechałam na niego. Po chwili leżałam na betonie.
- ała!!
Strasznie bolała mnie noga. Zjechałam ręką w dół nogi. Poczułam krew. Całe kolano miałam rozwalone.
- jejku nic Ci nie jest ?! - zapytał nieznajomy
Zignorowałam pytanie. Schowałam głowę w dłonie. Łzy mi leciały. Ledwo mogłam nią ruszać. To był dobry znak nie złamałam. Próbowałam wstać, postawiłam nogę na ziemi. Czułam jak upadam. Ale chwila nie znalazłam się na twardym asfalcie tylko w czyiś ramionach, w których czułam się tak bezpiecznie. Dziwne uczucie.
- jednak coś Ci jest. choć zawiozę Cię do szpitala
- sama sobie poradzę
- właśnie widzę
Bez żadnego mojego pozwolenia, mężczyzna wziął mnie na ręce. Próbowałam się wydostać z jego objęć.
- tylko pogorszysz !
- kim ty w ogóle jesteś ?!
- ....



Jak wam się podoba ?
Kto pomógł Tini ?
Czemu w jego ramionach czuła się bezpieczna ?
Czy z Inez zostaną przyjaciółkami ?
Komentujesz - Motywujesz !!
Miłego dnia / wieczoru
jakieś zastrzeżenia ? proszę pisać <33
przepraszam za błędy i że taki krótki :*

piątek, 21 sierpnia 2015

Capítulo Dos - Było mi już wszystko jedno.

Nie mogłam w to uwierzyć. Moim oczom ukazał się Marcello. Kiedy jeszcze nie byłam z Maxem właśnie spotykałam się z nim. To był największy błąd w moim życiu. Zauroczyłam się jego charakterem. Należał do przystojnych chłopków w szkole. Wszystkim pomagał i wgl. Postanowiliśmy spróbować, znajomi mnie ostrzegali, że to nie wypali. Na początku naszego związku było bardzo fajnie. Rozumieliśmy się bez słów. Później strasznie się zmienił : robił mi awantury o byle co, nie mogłam się spotykać ze znajomymi. Kiedy gadałam z jakimś chłopakiem w szkole od razu chciał go pobić. Prześladował mnie po lekcjach, czułam wszędzie jego wzrok na sobie. Raz nie wylogowałam się z fb to zablokował wszystkich chłopaków, z którymi pisałam. Ubzdurał sobie, że go zdradzam, to było chore. Postanowiłam z tym z kończyć. Kiedy mu o tym oznajmiłam, po prostu strzelił mi w twarz, zabolało, rozpłakałam się, chciałam uciec, trzymał mnie za nadgarstki. W tedy zjawił się on. Mój bohater którym był Max. Uratował mnie i staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi. Czułam, że się w nim zakochuje. Kiedy wyznał mi miłość, myślałam, że śnię. To był najpiękniejszy dzień mojego wspaniałego życia. Ale Marcello nie dał za wygraną. Nękał mnie. Raz zaatakował mnie na ulicy, jak wracałam od Violi. Złamał mi rękę. Miałam tego dość, postanowiłam, że oskarżę go o nękanie. Wygrałam sprawę w sądzie, nie mógł się do mnie zbliżać. Jeszcze na dodatek stwierdzili, że on ma obsesję na moim punkcie, jakaś choroba psychiczna. Po tym wszystkim wyjechał, szczerze mówiąc się cieszyłam, wreszcie mogłam wyjść na ulicę bez obaw jakiegoś napadu z jego strony. Wracając do sprawy w kuchni. Z tego wszystkiego telefon mi upadł.
- o Tini widzę że już poznałaś naszego kucharza 
- że co ?? 
- tak to jest Marcello 
- nie, to się nie dzieje na prawdę 
- co się stało ?? Znasz go
Złapałam go za rękę. Opowiedziałam u tą całą historię. Moje obawy powróciły. Bałam się wrócić do kuchni. Cristian próbował mi wytłumaczyć , że się zmienił, nie wierzyłam mu. Znałam go zbyt dobrze. Złość we mnie narastała. Wzięłam deskę i wybiegłam z domu. Jechałam cały czas, łzy mi spływały. 
- czemu zawsze jak jest dobrze musi ktoś coś spieprzyć - powiedziałam sama do siebie 
Miałam go widywać codziennie.  Bałam się, że znów mnie zaatakuje. Moje przemyślenia zawiozły mnie nad morze. Wzięłam swój sprzęt i ruszyłam w stronę plaży. Usiadłam na gorącym piasku. Nie wiedziałam jak na to patrzeć. Rozpłakałam się, właśnie w takich sytuacjach brakuję mi Maxa, objął by mnie ramieniem i namiętnie pocałował. Słyszałam jak ktoś siada obok mnie. Było mi już wszystko jedno. 
- zły dzień ? - zapytał mnie nieznajomy 
- nawet nie wiesz jak bardzo
- oj nie tylko TY 
- no to witam w klubie
- jestem Marc 
- Martina dla znajomych Tini
- no to miło mi poznać 
- heh wzajemnie
- jeździsz na desce ? 
- jak widać 
- ja to raz złamałem nogę jadąc ? 
Nie wiem czemu ale ten Marc wydawał się sympatyczny. Przez godzinę z nim gadałam. Tak długo rozmawialiśmy a tak mało się o nim dowiedziałam. 
- EJ Marc idziesz ? - ktoś krzyczał do niego z daleko 
- miło się rozmawiało do następnego spotkania 
- pa 
Ja jeszcze siedziałam na plaży. Podziwiałam zachód słońca. Tyle ciepłych kolorów. Postanowiłam wrócić do domu. Tyle ludzi było na ulicach Barcelony. Miasto tętniące życiem. Takie jak Buenos Aires. Dotarłam już do domu. Cristian siedział na kanapie. Widać było, że nad czymś rozmyślał. 
- oo już jesteś 
- przepraszam, martwiłeś się ? 
- tak i to bardzo, jeszcze telefonu nie zabrałaś albo nie odbierałaś 
- przepraszam..
- nie przepraszaj tylko zrób coś dla mnie ? 
- co ? 
- nie rób tak więcej dobrze ? 
- dobrze
- zagramy 1 rundkę w fife ? 
- no spoko
Ja wybrałam Borussię Dortmund a Cristian Fc Barcelonę. Mecz zacięty, Oczywiście nie obeszło się bez komentarzy. Kurczę przegrałam w karnych, 5:3. 
- słabiak !!
- cicho no !!! 
Odwróciłam się. Zobaczyłam Marcella, stał 20 cm mną za mną. Krzyknęłam, serce biło mi strasznie. Czekałam aż wyskoczy mi z klatki piersiowej. 
- Ty jesteś nienormalny !!! 
Pobiegłam na górę, zamknęłam się w pokoju. Nie chciałam z nikim gadać. Wykąpałam się, ubrałam w piżamy.

Weszłam na fb. Nic ciekawego jak zwykle. Postanowiłam poczytać książkę. Wybrałam NIEZGODNĄ VERONICY ROTH. Czytałam całą noc. Prawie skończyłam, ale przed samym końcem zasnęłam. 


Co sądzicie ?? 
Czy przypadkowy Marc zmieni jej życie ? /
Czy Martina wybaczy Marcello ? 
Czy może Tini wyjedzie ? 
miłego dnia / wieczoru 
chętnie poczytam wasze opinie na ten temat !! :*