środa, 26 sierpnia 2015

Capítulo Tres - Nasz piękny scenariusz się nie sprawdził.

Promienie słoneczne przebijały się przez firanki. Tak jasno było w pokoju. Odłożyłam książkę na szafkę nocną. Pierwszą noc mam już za sobą. Wpatruję się w ludzi na ulicy. Taki chaos. Bałam się zejść na śniadanie, nie chciałam go spotkać. Na samą myśl o tym przypomniała mi się scena z Buenos Aires. Dreszcze mnie przeszły. Postanowiłam, że zjem coś na mieście i wrócę wieczorem. Zrobiłam poranną toaletę.



Napisałam bratu jak i kiedy wrócę. Wiedziałam, że powinnam spędzić ten dzień ale no Marcello...
Wyszłam z domu, miałam nadzieję, że nie zauważona. Pojechałam na desce zobaczyć szkołę, do której będę chodzić. Szczerze nie daleko miałam do niej. Tak około 10 min deskorolka. Wokół niej place zabaw, boiska różnego rodzaju, basen. Nagle poczułam jak coś we mnie uderza albo ja w to coś. Upadłam, deska pojechała.
- jak ty idziesz - w tym samym czasie powiedziałam to z nieznajomą
To była dziewczyna poznałam po głosie. Wstałam, była ubrana w tą samą bluzkę co ja.
- Martina Alba
Nie chętnie podała mi swoją dłoń
- Inez Fernandez
Wstała i poszła. Uciekła jak poparzona. Trochę to było dziwne ale nie dziwie się jej.
- pewnie nieśmiała jest - pomyślałam
Usiadłam w pobliskim parku na ławce. Śpiew ptaków, śmiech dzieci. Zaczęłam wszystko obserwować. Moją uwagę zwróciła pewna para. Siedzieli razem, rozmawiali o czymś. Dziewczyna bawiła się kosmykiem swoich włosów. Chłopak patrzył na nią czułym wzrokiem. Nagle on klęka. Wyjmuje granatowe małe pudełeczko. Znieruchomiała. Po chwili usłyszałam głośne TAK. Pierścionek już znajdował się na jej palcu. Wstał i namiętnie pocałował. Dziewczyna płakała. Wypowiedział dwa słowa - Kocham Cię. To mogłabym być ja i Max. Zawsze wyobrażałam sobie nas przed ołtarzem. Ja w białej sukni, on w czarnym garniturze. Słowa przysięgi, na zawsze razem. Byśmy stworzyli piękną rodzinę z trójką dzieci. Ale to tylko marzenia. Wcześniej nikt dla mnie się nie liczył oprócz niego. Maxa już nie było obok mnie ale nadal był w moim sercu, oddałam mu całe forever. Odblokowałam telefon. Zaczęłam oglądać nasze wspólne zdjęcia. Tyle wspomnień, miłości, kłótni



Każdy doradzał abym usunęła te zdj. Nie dałam rady. Chciałam go zapamiętać na całe życie. Opowiadać o nim, z taką czułością. Obejrzałam może z 30. To nawet nie była połowa. Zawsze robiliśmy sobie milion zdjęć na pamiątkę. Uwielbiałam jego poczucie humoru. On pomagał mi się opiekować Tito. Nie  byliśmy jego rodzicami ale traktowaliśmy go jak syna. Wszyscy uważali nas za szczęśliwą rodzinkę. Inni krytykowali gdzie w takim wieku dziecko. Nikt nie znał prawdy oprócz mojej rodziny, Maxa, Violi i Erica. Każdą wolną chwilę poświęcaliśmy Tito, uczyliśmy go różnych nowych rzeczy. Był naszym oczkiem w głowie. Nasze kontakty stawały się coraz lepsze. Parę razy zdarzyło się chłopcu nazwać mnie mamą. Wzruszyłam się w tedy. Mieliśmy plan aby go zaadoptować. Ja skończę szkołę, znajdę pracę, mój ukochany tak samo. Byłam już na tyle dorosła, odpowiedzialna, żeby decydować o sobie. Nasz piękny scenariusz się nie sprawdził. Moja siostra wróciła, zabrała nam Tito. Kiedy się żegnaliśmy chciał zostać ze mną i Maxem. Krzyczała na niego, miałam łzy w oczach. Jak ona mogła tak się nad nim znęcać, nad takim słodkim, niewinnym dzieckiem. Od tamtej pory już go nie widziałam. Leah zabroniła się kontaktować z małym. Załamałam się. Max mnie pocieszał, czuł to samo, jakby ktoś zabrał mu kawałek swojego serca. Każdej nocy śnił mi się Tito. Niekiedy był to piękny sen a niekiedy straszny koszmar. Czułam, że mnie potrzebuje. Próbowałam go odszukać ale nic z tego. Szukałam, nie poddałam się. Przed wylotem do Barcelony chciałam się z nim pożegnać, właśnie chciałam....   Wstałam z ławki ruszyłam stronę Camp Nou. Nigdy nie widziałam go z bliska. Fc Barcelona to była moja i Maxa ulubiona drużyna. Oglądaliśmy razem mecze. Dojechałam pod stadion. Widok cudowny. Gdy się tak przyglądałam zauważyłam grupę mężczyzn. Jeden mi się przyglądał, tak dziwnie. Odwróciłam wzrok i wskoczyłam na deskę. Odjechałam.
- zaczekaj !! - ktoś krzyknął
Skierowałam głowę, skąd pochodził tajemniczy głos. Nie zauważyłam kamienia na ścieżce. Oczywiście wjechałam na niego. Po chwili leżałam na betonie.
- ała!!
Strasznie bolała mnie noga. Zjechałam ręką w dół nogi. Poczułam krew. Całe kolano miałam rozwalone.
- jejku nic Ci nie jest ?! - zapytał nieznajomy
Zignorowałam pytanie. Schowałam głowę w dłonie. Łzy mi leciały. Ledwo mogłam nią ruszać. To był dobry znak nie złamałam. Próbowałam wstać, postawiłam nogę na ziemi. Czułam jak upadam. Ale chwila nie znalazłam się na twardym asfalcie tylko w czyiś ramionach, w których czułam się tak bezpiecznie. Dziwne uczucie.
- jednak coś Ci jest. choć zawiozę Cię do szpitala
- sama sobie poradzę
- właśnie widzę
Bez żadnego mojego pozwolenia, mężczyzna wziął mnie na ręce. Próbowałam się wydostać z jego objęć.
- tylko pogorszysz !
- kim ty w ogóle jesteś ?!
- ....



Jak wam się podoba ?
Kto pomógł Tini ?
Czemu w jego ramionach czuła się bezpieczna ?
Czy z Inez zostaną przyjaciółkami ?
Komentujesz - Motywujesz !!
Miłego dnia / wieczoru
jakieś zastrzeżenia ? proszę pisać <33
przepraszam za błędy i że taki krótki :*

5 komentarzy: